[HIT 27. KOLEJKI] Bez bramek w Krakowie

[HIT 27. KOLEJKI] Bez bramek w Krakowie

W piątkowym meczu Ekstraklasy komplet kibiców w Krakowie obejrzał bezbramkowy remis Wisły z Lechem Poznań. Goście mieli przed sobą trudne zadanie, bo Wisła u siebie gra bardzo dobrze, czego dowodem jest seria bez przegranej w lidze na własnym stadionie od sierpnia 2016. Lech bez Łukasza Trałki i Dawida Kownackiego nie mógł liczyć w Krakowie na łatwą przeprawę.

Oba zespoły podeszły z respektem do rywala, starając się nie otwierać za bardzo, aby nie dać szans na wykorzystanie luk w formacjach czy błędów w ustawieniu. W związku z tym szansą na wykreowanie groźnych akcji było przeprowadzanie ich w bocznych sektorach boiska, szukanie tu wygranego pojedynku czy wykorzystanie obiegającego bocznego obrońcy do stworzenia przewagi. O tym jak zamknięte było to spotkanie świadczy fakt, że do jakichkolwiek sytuacji po obu stronach dochodziło po stałych fragmentach gry (Lech) lub niecelnych strzałach zza pola karnego (Wisła).

Trener Ramirez dał szansę w pierwszym składzie powoli wracającemu do gry Semirowi Štiliciowi. Bośniak nie zagrał wielkiego spotkania, podobnie jak reszta drużyny Wisły. Ofensywny pomocnik miał ciężką przeprawę z Azizem Tettehem i najczęściej ani jemu, ani np. Pawłowi Brożkowi nie udało się utrzymać piłki na tyle długo, żeby wykorzystać wsparcie skrzydłowych czy włączającego się w drugie tempo do akcji Petara Brleka.

Z podobnymi problemami po drugiej stronie boiska borykał się Radosław Majewski. Czwarty piłkarz Ekstraklasy pod względem stworzonych okazji (19 w tym sezonie) miał duży problem ze znalezieniem sobie miejsca przy grającej blisko siebie parze Brlek – Mączyński. W związku z tym Majewski często w trakcie akcji uciekał do boku, szukając zmiany pozycji ze skrzydłowym, najczęściej po lewej stronie z Darko Jevticiem.

W pierwszej połowie można było odnieść wrażenie, że to gospodarze mają przewagę, ale nie można powiedzieć, żeby wynikało z tego coś konkretnego. Prowadzenie gry przez Wisłę sprowadzało się raczej do częstych prób przedostawania się w tercję obronną Lecha, ale właściwie tylko na próbach się kończyło. Czwórka grających w linii pomocników Lecha, z Tettehem między liniami, skutecznie wyłączyła kreatywnych zawodników Wisły. Brak odpowiedniego zgrania tempa podań i ruchu bez piłki zmuszał Wiślaków do forsowania akcji w bocznych sektorach, gdzie ta współpraca w parach skrajnych zawodników nie układa się jeszcze najlepiej.

Po przerwie niewiele się zmieniło pod względem organizacji gry. Obaj trenerzy decydowali się raczej na zmiany personalne, a nie taktyczne. To zrozumiałe, bo choć remis nie satysfakcjonował pewnie nikogo, to ewentualna porażka tuż przed końcem rundy zasadniczej mogłaby mieć dużo poważniejsze konsekwencje. Na pewno dobrym pomysłem było przesunięcie Petara Brleka w miejsce niegrającego dobrych zawodów Semira Štilicia. Niebojący się wbiegać w pole karne Chorwat miał większe szanse na stworzenie zagrożenia przed szesnastką Lecha. Ciężko po meczu wyrokować, czy gdyby trener Ramirez zdecydował się na ten ruch wcześniej, to wpłynąłby na losy spotkania. Na pewno jednak w tym ruchu warto było szukać ryzyka do podjęcia w drugiej połowie.

~Filip Nowicki

Udostępnij innym ten wpis:

Komentarze:

Śledź EkstraStats w mediach społecznościowych: