[ANALIZA] Wisła ukarana za minimalizm

Spotkanie Wisły z Lechią zapowiadało się na jedno z ciekawszych wydarzeń 7. kolejki Ekstraklasy. Wiślacy po wyjazdowej porażce w Lubinie pragnęli powrócić na zwycięską ścieżkę, zaś goście oczekiwali przełamania po niechlubnej passie pięciu spotkań bez kompletu oczek. Mecz nie okazał się być spektakularnym widowiskiem, skończył się nie do końca sprawiedliwym, ze względu na przebieg meczu, podziałem punktów.

„Biała Gwiazda” przez większą część zawodów kontrolowała grę rywala. Lechia nie miała pomysłu na grę, brakowało kogoś kto pełniłby rolę ofensywnego rozgrywającego. Nie udało się to niestety Lipskiemu, który opuścił boisko z urazem już w pierwszej połowie. Również słaby, nieefektywny pressing Lechii wpływał na obraz spotkania. Wiekowi gracze z przodu nie byli fizycznie w stanie naciskać na obrońców Wisły przez dłuższy czas. Zmieniło się to dopiero po wprowadzeniu zmian w drugiej połowie i było jedną z przyczyn ostatecznego rezultatu.


Arsenić pod wpływem nacisku gości wyprowadza dalekie, niecelne podanie

Nie bez efektu funkcjonowała gra w odbiorze gospodarzy. Starali się oni relatywnie szybko neutralizować ewentualne zagrożenie ze strony rywali umiejętnie podwajając, czy przewidując ich zamiary. Owszem, gra Lechii nie była płynna, a jest to zespół bazujący na ataku pozycyjnym, jednak uniemożliwienie kontry, było w tym spotkaniu istotne.


Zawodnicy krakowskiego zespołu pracują w odbiorze na połowie rywala

Wadliwym elementem drużyny z Gdańska niewątpliwie były też skrzydła. Brakowało współpracy pomiędzy skrzydłowymi, a bocznymi defensorami, którzy pokazywali już w tym sezonie ciekawe kombinacje. Szczególnie dotkliwa dla ofensywy gdańszczan była nieobecność przez sporą część spotkania w ataku Stolarskiego. Niejednokrotnie udowadniał, że potrafi rozruszać prawą flankę, jednak tego dnia, najpewniej z zalecenia trenera Nowaka, nie podłączał się zbyt często.


Obaj boczni obrońcy Lechii na własnej połowie, nie planują wsparcia atakujących

Kluczową rolę w zespole Kiko Ramireza odegrał ponownie Carlitos. Strzelił gola, był aktywny, wymieniał się pozycjami z partnerami. Jego ewentualna absencja byłaby dużym ciosem dla „Białej Gwiazdy”. Na tę chwilę nie posiadają drugiego takiego piłkarza, który mógłby odcisnąć piętno na grze tak jak Hiszpan.

Spotkanie musiało dać obu szkoleniowcom do myślenia. Solidnie przepracowany okres zgrupowań reprezentacyjnych powinien pomóc szczególnie gościom, którzy ewidentnie znajdują się w kryzysie. Jednak jest to drużyna, która posiada odpowiedni kapitał ludzki, by wrócić co najmniej do górnej połówki tabeli.

~Miłosz Mocydlarz

Udostępnij innym ten wpis:

Komentarze:

Śledź EkstraStats w mediach społecznościowych: