[HIT KOLEJKI] Cracovia zaczyna wdrażać pomysły Probierza

[HIT KOLEJKI] Cracovia zaczyna wdrażać pomysły Probierza

Hitem drugiej kolejki uznać należy starcie Lechii z Cracovią. Mecz zakończył się wynikiem 0:1, spotkanie obfitowało w wiele sytuacji związanych z systemem VAR. Z pewnością pojawi się wiele negatywnych komentarzy, jeśli chodzi o funkcjonowanie tego wsparcia dla sędziego. Poza kontrowersjami mieliśmy do czynienia z naprawdę intensywnym, efektownym meczem. Obie drużyny stworzyły sporo sytuacji, paść mogło zdecydowanie więcej bramek.

Początek starcia zapowiadał absolutną dominację podopiecznych Piotra Nowaka. Tworzyli oni sporo sytuacji, szczególnie dobrze funkcjonowały skrzydła. Imponowała współpraca bocznych obrońców i skrzydłowych.

Kooperacja pomiędzy Stolarskim a Flávio Paixão trwała w zasadzie do końca spotkania, będąc jedną z głównych broni gospodarzy.

Spustoszenie w szeregach gości siał na lewej flance Lukáš Haraslín, którego nie potrafił powstrzymać ustawiony tam Malarczyk. Dopiero wsparcie ze strony Michała Helika w późniejszym fragmencie spotkania zdołało zmniejszyć zagrożenie w tym sektorze.

Świetne spotkanie w wykonaniu skrzydłowego gdańszczan przerwała w II połowie groźnie wyglądająca kontuzja i wydaje się, że przez jakiś czas nie ujrzymy go na ekstraklasowych boiskach.

Od ok. 15. minuty mecz kontrolować zaczęli goście, czego dowodem było znaczne obniżenie intensywności poczynań ofensywnych gospodarzy. Lechia straciła swobodę w rozegraniu piłki, zmuszona była do szybszego rozgrywania akcji, w czym nie czuje się jak widać najlepiej. Lechiści częściej tracili piłkę w środkowej strefie i kreować grę zaczynała Cracovia.

Gra ofensywna zespołu Michała Probierza polegała głównie na zagrywaniu dłuższych podań do wysuniętego zawodnika (którym to najczęściej był Piątek), a ten po przyjęciu miał za zadanie precyzyjnie zgrać do nadbiegającego partnera, utrzymać się przy piłce lub wymusić faul. Dzięki temu goście zdobywali teren i zbliżali się do bramki przeciwnika.

W większości akcji krakowskiej drużyny w tym meczu udział miał niezwykle aktywny Mihalík, który rozgrywał dobre spotkanie. Wspomagał kolegów w zadaniach defensywnych, dokładnie podawał, a także potrafił celnie dośrodkować (nieuznana bramka przez sędziego Marciniaka w II połowie).

W II połowie najgroźniejsze sytuacje Lechii wynikały z gry Stolarskiego i Haraslína. Ten drugi jednak był zmuszony opuścić boisko, a za niego wszedł nieefektywny na tej pozycji Lewandowski. W rezultacie gospodarze nie mieli już wielu atrybutów ofensywnych. Akcje prawego obrońcy zespołu trenera Nowaka nie były jednak w stanie zaskoczyć gości do tego stopnia by udało się zdobyć choć jedną bramkę.  Wydawało się, że rzuty rożne mogą być groźną bronią Lechii, ponieważ w pierwszym meczu po nieszablonowym rozegraniu udało się strzelić gola. Tak ostatecznie nie było i gdańszczanie oddali ledwie jeden groźny strzał po wykonaniu kornera. Zrywy notował także Flávio Paixão, ale nie udało mu się stworzyć wystarczającego niebezpieczeństwa, prócz jednej wrzutki do swojego brata.

Lechia w tym meczu pokazała, że przy dobrej organizacji gry oraz skuteczności z przodu jest ekipą jak najbardziej do pokonania, nawet na własnym obiekcie. Cracovia zaś ma ogromny potencjał i może bez problemu wejść do grupy mistrzowskiej, jeśli wciąż będą tak sumiennie realizować wizję trenera Probierza. Zespół z Małopolski był w przekroju całego spotkania drużyną znacznie lepszą i kontrolującą jego przebieg. Trener Nowak próbował choćby zmiany formacji na grę z jednym napastnikiem, lecz nie przyniosło to pożądanego efektu.

~bmoc

Udostępnij innym ten wpis:

Komentarze:

Śledź EkstraStats w mediach społecznościowych: