Ile jest piłki w piłce?

Ile jest piłki w piłce?

Nie potrafię zrozumieć dlaczego sędzia przedłużył pierwszą połowę tylko o jedną minutę, a drugą tylko o cztery minuty. Było przecież sześć zmian i ciągła gra na czas rywali. Doliczonych powinno być siedem minut. Ale to tylko moje odczucie. Pracę sędziego szanuję. Może następnym razem zabiorę ze sobą zegarek.”
źródło: legionisci.com

To słowa Henninga Berga, który już w trakcie meczu Legii z Lechem sugerował, iż  rywale „grają na czas”, a sędzia doliczył zbyt mało minut do drugiej połowy. Ta wypowiedź stała się przyczynkiem do poruszenia tematu, o którym w Polsce mało kto mówi. Tematu efektywnego czasu gry.

Na początek zajmijmy się jednak wspomnianym hitem 10. kolejki Ekstraklasy, a konkretnie drugą połową tego meczu. Norweski szkoleniowiec wspomina o sześciu zmianach, choć zapomina, że sam skorzystał z tylko dwóch, a Orlando Sa zastąpił Michała Kucharczyka w przerwie meczu, co nie miało wpływu na efektywny czas gry. Podczas drugich 45 minut zanotowaliśmy ponad 50 przerw, choć zdecydowana większość to sekundy „urywane” przy autach i faulach. Do tego trzeba dodać bramkę Brzyskiego (drugi gol dla Legii padł już w doliczonym czasie gry), zejście Formelli z powodu kontuzji oraz problemy ze zdrowiem Dawida Kownackiego. Warto zaznaczyć, że obaj zeszli z boiska, a ten drugi przez miesiąc będzie pauzował, więc trudno oskarżać ich o symulowanie.

Czy miała miejsce ta wspomniana „ciągła gra na czas rywali”? Bramkarz Lecha dostał za opóźnianie żółtą kartkę, ale trudno dopatrzeć się ponadstandardowych zachowań graczy „Kolejorza”. Liczby jednak pokazują sedno sprawy. W drugiej części spotkania odnotowaliśmy nieco ponad 25 minut „czystej gry”, czyli trochę ponad połowę. Zaledwie 25 minut czy aż 25 minut? Biorąc pod uwagę, że w 1. połowie padły 2 bramki (co zabiera siłą rzeczy kilkadziesiąt sekund), ale nie było zmian i kontuzji, można przyjąć, iż w meczu 2 silnych polskich drużyn efektywny czas gry wynosił ok. 55 minut. Jak to wygląda na tle, np. niedawnych Mistrzostw Świata?

Portal soccermetrics.net  pokusił się o sprawdzenie efektywnego czasu gry podczas brazylijskiego mundialu, bez brania pod uwagę dogrywek. Takie informacje były również udostępniane na oficjalnej stronie turnieju. Wyniki? Zaskakujące. Przedział między „najdłuższym a najkrótszym” meczem wynosi aż 20 minut. Średnia na poziomie 64 minut. Najmniej efektywnym pod względem czasu gry spotkaniem był mecz Brazylii z Kolumbią, które w rzeczywistości trwało 50 minut. Dużo osób narzeka na ciągłe przerwy np. w futbolu amerykańskim, a okazuje się, że w piłce nożnej dochodzi do starć, w których tylko ponad połowa czasu to czysta gra. A zdarza się, że czasem dużo mniej.

Niezależnie od ligi, mnóstwo czasu „ucieka” za każdym razem. Każdy aut, każdy rzut rożny to przynajmniej kilka lub kilkanaście sekund. W niemal wszystkich sportach drużynowych, nawet w piłce nożnej plażowej i futsalu, bierze się pod uwagę jedynie efektywny czas gry. Czy może nastał, nomen omen, czas na trawiastą odmianę?

~Mateusz Januszewski
fot. Marcin Łagowski

Udostępnij innym ten wpis:

Komentarze:

Śledź EkstraStats w mediach społecznościowych: